Stanisław Konieczny - 2009 Orion w The Tall Ships' Races Wydrukuj ten artykuł

alt

S/y ORION i udział w regatach TSR 2009
GDYNIA - ST. PETERSBURG

Rok 2009 z perspektywy 2008 miał być kolejnym świętem żeglarskim w Gdyni pod znakiem: THE TALL SHIPS RACES BALTIC 2009. Już jesienią 2008 roku Zbyszek podjął decyzję uczestnictwa w regatach w ramach I etapu GDYNIA – ST. PETERSBURG. Stała załoga pomysł poparła i zadeklarowała swój udział zarówno w przygotowaniach do rejsu, jak i w rejsie - regatach. Część stałej załogi w osobach: Renata, Krystyna, Marian, Romek, Nina, Ania i Jola - podjęła w tym momencie heroiczną decyzję: będą pomagać mimo, że nie popłyną. A nie popłyną ponieważ regulamin jest nieubłagany - połowa załogi musi być w wieku poniżej 25 lat. 

Chwała i dzięki im za to. Natomiast załoga w składzie Zbyszek, Rysiek i Staszek przekonają młodzież do regat. Z załogi stałej jedynie Radek był już gotów popłynąć.
I tak całą zimę i wiosnę równolegle trwały prace remontowe i papierkowe związane ze zgłoszeniem ORIONA w regatach TSR2009, a w międzyczasie dołączyła do nas załoga młodzieżowa w osobach: Asia, Paweł i Szymon.
Gdy w maju załoga regatowa była w komplecie należało wystąpić o wizy i paszporty w konsulacie rosyjskim w Gdańsku. Tu nie było problemów - paszporty wszyscy otrzymali bez opłat. Ubezpieczenie dodatkowe na czas pobytu w Rosji chętnie nam sprzedało Towarzystwo Ubezpieczeniowe i teraz już wiedzieliśmy, że będziemy szczęśliwymi uczestnikami prestiżowych regat w towarzystwie wielkich żaglowców i nowoczesnych jachtów jako dobrze utrzymany oldtimer. Szkoda, że nie przewidziano takiej klasy jachtów - bo w związku z tym będziemy startować jak równy z równym w towarzystwie najnowocześniejszych jachtów.
Do regat pozostało jeszcze nieco ponad miesiąc.
ORION jest już na wodzie. Wygląda jak zwykle ładnie. Burty i nadbudówka błyszczą świeżym lakierem, podobnie maszt i bom. Odwiedzamy żaglomistrza by na czas uszył nową genuę i „lazzy jack'a” do grota z logo sponsora, którym był OPEC.
Ostatecznie i tak otrzymaliśmy je na jeden dzień przed regatami.
Radek ściąga na jacht pierwsze partie prowiantu. Mapy, pomoce nawigacyjne są kompletowane, a nowa elektronika montowana. Kolega Kierownik bez protestu pozwala na zakupy wyposażenia tak, by ORION prezentował się okazale i płynął bezpiecznie. Wyposażyliśmy się m.in. w: nowoczesną tratwę, koła ratunkowe, kamizelki asekuracyjne z linkami, nowe cumy, kabestany, nowy kod flagowy itd.
W ramach treningu uczestniczymy w regatach zatokowych.

 

I tak w trakcie krzątaniny nadszedł dzień 02.07.2009 – pierwszy dzień imprez TSR 2009 w Gdyni i pojawił się zapis w dzienniku:

Zbyszek - kapitan
Staszek i Szymon - I wachta
Radek i Asia - II wachta
Rysiek i Paweł - III wachta.

Cumujemy na naszym stałym miejscu wśród innych jachtów z naszej grupy. Tłumy zwiedzających przemieszczają się po nabrzeżu. ORION jest w centrum zainteresowania mimo, że obok stoją bardzo atrakcyjne i nowoczesne jachty.
I tak do 5 lipca trwają ostatnie, gorączkowe przygotowana do startu, przerywane wysyłaniem delegatów a to na przyjęcie kapitanów, a to na przyjęcie oficerów, spotkania z oficerami – opiekunami i dowództwem TSR2009.
W przedostatnim dniu postoju załoga w komplecie wraz z innymi załogami uczestniczyła w marszu ulicami Gdyni.
Bardzo absorbującym zajęciem okazało się sprawdzenie przygotowania jachtu do żeglugi w każdych warunkach - dokonywane przez przedstawiciela TSR - pod kątem bezpieczeństwa.
Sprawdzanie było bardzo szczegółowe, wszystko musiało działać, posiadać instrukcje obsługi a często być zdublowane jak np: drugi radiotelefon musiał być dodatkowo przenośny.

W niedzielę 5 lipca - poranek – piękna żeglarska pogoda.
Powiało „dwójką” z północy, pełne słońce, temperatura 20 C, upału nie było.
Załoga na burcie, na nabrzeżu rodziny, koledzy żeglarze i tłumy ciekawskich. Włączamy silnik, ostatnie pożegnania i życzenia „stopy wody” - płyniemy na paradę.
Widzimy się wzajemnie - my widzimy rzesze sympatyków na bulwarze, a oni nas na zatoce.
Wśród setek jachtów i żaglowców - zarówno uczestników jak i obserwatorów – my odnajdujemy swoje miejsce w szyku wg zasady: żaglowiec, a wzdłuż jego burt 2 jachty. Kolejność żaglowców i przydzielone 2 jachty była wcześniej ustalona i rozrysowana na planie w trakcie spotkań z Kapitanami. Początek parady o godzinie 1100 na wysokości wejścia do portu handlowego w Gdyni, a koniec na wysokości mola w Sopocie.
Organizacja uroczystości w Gdyni była bez zarzutu. Gdynia ze swoim bulwarem i bezpośrednim widokiem na zatokę jest znakomitym miejscem dla prezentacji żaglowców. Może nam tego pozazdrościć Petersburg, ale o tym później.
Parada chociaż piękna dla obserwatorów z lądu, wymaga od uczestników koncentracji i uwagi szczególnie w fazie formowania. Nad plażą w Gdyni rusza się wszystko co ma żagle lub co najmniej silnik ,a nawet wiosła. Jachty mijają się we wszystkich kierunkach ustępując drogi lub nie, jednocześnie fotografując, filmując, a jeśli są uczestnikami regat, to dodatkowo szukając swego miejsca w paradzie. Na szczęście wszystkim udaje się prześlizgnąć obok bez szkód.
ORION zaprezentował nowy żagiel z logo sponsora OPEC w Gdyni, była to forma podziękowania za wsparcie. I tak przy ciągle pięknej pogodzie skończyliśmy paradę pod Sopotem ok. 15.00.
Mając 4 godziny wolne natychmiast ORION ustala kurs na linię startu, która jest wyznaczona kilka mil w kierunku na północ od Helu na godzinę 19.00.
Na linię startu podążamy z marszu. Z uzyskanej informacji wynika, że Komisja Regatowa wybrała COURSE B, tzn. że Gotland będziemy przechodzić lewą burtą.
Żaglowce są już po starcie i sylwetki giną za horyzontem w kierunku północno zachodnim. Jeden tylko nierozpoznany poszedł na północny wschód.
Bez ścisku i nerwówki ORION w grupie D po starcie, przy wietrze z N o sile 4B również skierował się na NE lewym halsem. Dopóki mieliśmy kontakt wzrokowy widzieliśmy, że większość jachtów poszła prawym halsem na NW. No, zobaczymy.

5 lipca do 2400 przy słabnącym wietrze do N1 idziemy w kierunku 060, powyżej Kłajpedy ale w ląd.

6 lipca, poniedziałek:
O godz. 0100 wiatr przechodzi na NE2-3. Robimy szybki regatowy zwrot na kurs 330 i na pełnych żaglach płyniemy aż do godz. 0800. W trakcie śniadania – przerwa, bo wiatr przechodzi na E1, a więc „załoga spinaker stawiaj”, kurs 020, prosto w zat. Fińską, idealnie ale to jeszcze daleko - to początek regat. Można dokończyć śniadanie. Jeszcze przed śniadaniem zgodnie z instrukcją żeglugi podaliśmy przez UKF na kanale 76 do RACE CONTROL (w dalszym ciągu zwanym RC) - naszą aktualną pozycję. Podawanie pozycji do kontroli regat 2 razy w ciągu dnia miało znaczenie dla bezpieczeństwa żeglugi i fair play żeglarzy. Dla skiperów będących na podsłuchu była to informacja o skuteczności prowadzenia taktyki regatowej. Wiatr systematycznie tężeje do E5 tak, że zaraz po obiedzie o 1500 decyzja: spinaker w dół, Genua II w górę. Do końca dnia przy wschodnim wietrze kontynuujemy żeglugę z prędkością 7-8 W w dobrym kierunku. Z nasłuchu wynika, że jachty z naszej grupy są zarówno przed jak i za nami a żaglowce na półmetku. W związku z tym nastroje w załodze są bardzo dobre, fala nieduża, choroba morska nie jest popularna, trzeba tylko podładować akumulatory przed zachodem.
W ciągu ostatniej doby przebyliśmy 105 Mm, łącznie mamy za sobą 165 Mm.

7 lipca, wtorek:
W dalszym ciągu szybka żegluga – 7-8 W przy wietrze z E4-5 genua II i duży grot, stan morza 4-5 , kurs 025 – idealnie w wejście do zat. Fińskiej. Słuchanie meldunków o pozycji innych jachtów utwierdza nas ,że jesteśmy w połowie stawki, że nowe maszyny regatowe z Kotwicy są w pobliżu, barometr morale załogi rośnie. Na dowód o 0520 w pobliżu po PB płynie s/y HAJDUK. Płyniemy teraz blisko Estońskiej wyspy HIUMA. By zaoszczędzić cenny czas w regatach wpływamy między skały podwodne , które poprzedzają wyspę.
Polegamy na naszych nowych przyrządach nawigacyjnych- sądzie i GPS oraz polskiej mapie tego akwenu i o 1045 mijamy boję w systemie kardynalnym w odległości 1 kabla.
Boja ta ostrzegała o podwodnej skale.
Jachty pomagają sobie często w ten sposób, że pośredniczą w nawiązaniu łączności z RC gdy są nie słyszane a pozycja musi być podana w porę. RC (race control) musiała podążyć za żaglowcami, które płynąc szybciej są już blisko mety i stąd wolniejsze i niższe jachty miały trudności z bezpośrednią łącznością.
W południe wiatr przechodzi na S z siłą 4B. Stan morza 3, barometr 1015, dobra widoczność więc pozwalamy sobie postawić spinaker mimo pobliskich płycizn oraz dobry obiad zrobiony i zawekowany jeszcze na lądzie przez żonę Zbyszka.
Po zmierzchu dalej przy wietrze z S kontynuujemy żeglugę na dużej genui i grocie w warunkach nawigacyjnie niebezpiecznych. Częściej niż zwykle sprawdzamy pozycję na mapie.
Tej doby przebyliśmy 145 Mm

8 lipca, środa:
Całą „psią wachtę” idziemy na pełnych żaglach, wiatr S 3-4. Około 0200 przeszliśmy WAYPOINT 1 na północ od wyspy HIUMA i w tym momencie praktycznie weszliśmy do zatoki fińskiej. Nad ranem wiatr w dalszym ciągu z S tyle, że tylko 1-2 B. Stawiamy więc spinaker i z prędkością 5 W prujemy w dobrym kierunku na coraz słabszym wietrze. W południe wiatr słabiutki, powietrze ciężkie i jest duszno. Coś wisi w powietrzu. Na domiar złego jachty przekazują sobie zdobyte z Polski informacje, że nadchodzi ciężki sztorm. Na kanale RC też są różne opinie. Jedni podają, że może nie będzie tak źle a inni , że może być ciężko. W efekcie kilka jachtów, szczególnie z młodymi załogami zgłasza do RKC, że przerywają regaty i biorą kurs - jedni na TALIN inni na HELSINKI.
Tymczasem po obiedzie o 1500 wiatr nagle przechodzi na E i powoli ale systematycznie tężeje. Ubieramy obowiązkowe kamizelki, stawiamy kliwra, refujemy grotaIII.
Zaczynamy mozolnie halsować pod wiatr, fala powoli rośnie, jacht ciężko pracuje a my postanawiamy żeglować a w razie pogorszenia będziemy sztormować. I tak do północy rozwiało się do 5B, można by się trochę rozrefować , ale obiecywano 8B, czekamy co będzie dalej.
Tej doby przebyliśmy zaledwie 98 Mm.

9 lipca, czwartek
Cała psia wachta upłynęła na mozolnym halsowaniu prosto pod wiatr z E o sile dobrej 5B, w dodatku w strugach przelotnego deszczu z wielkich cumulonimbusów. Fala idąca aż od St. Petersburga jest krótka i dość wysoka , taka jakiej ORION nie cierpi. W takich warunkach zaliczamy Waypoint 2 na północ od Tallina.
O 0600 nad ranem nagły wzrost wiatru do 6-7 z E. W chwilę później nadszedł silny szkwał. W efekcie rozerwał się stary, „dobry” grot mimo 2 refów. W międzyczasie kolejne jachty meldują przerwanie regat i chęć schronienia się w pobliskim Tallinie. Zmiana grota kosztowała nas ok. 45 minut a do mety już niedaleko. W chwilę po zmianie grota szkwały stały się słabsze, wiatr przeszedł na SE 4-5, zaczynamy przygotowania do rozrefowania. Po pół godzinie nawet stawiamy spinaker. Osłabienie wiatru uśpiło naszą czujność do tego stopnia, że nikt nie zauważył nadchodzącego niespodziewanego szkwału. Wynik: rozerwany spinaker nie do naprawienia na miejscu. Niedługo potem po śniadaniu przychodzi zaskakująca wiadomość z UKF – POGORIA straciła wszystkie maszty, na szczęście nikt nie zginął. Dla nas duże zaskoczenie bo chociaż mieliśmy podarty grot, który był już mocno sfatygowany, to zapisaliśmy tylko 7B przez 1 godzinę. Jakby nie dość tego po chwili kolejny alarm. Na którymś z zachodnich jachtów załogant (później okazało okazało się, że to dziewczyna z Polski) jest ranny w głowę i krew wylewa się z ucha. Po konsultacjach z fińskim lekarzem chyba interweniował helikopter i wszystko dobrze się skończyło. Wczesnym południem wiatr ustabilizował się na SE 3-4, więc na pełnych żaglach
o godzinie 1610 minęliśmy linię mety z następującym wynikiem:
- 3dni, 21 godzin i 10 minut
- 465 Mm
- średnia prędkość 6,5 W
- pozycja w grupie D – miejsce 19, a generalnie miejsce 66 (na 98 sklasyfikowanych jachtów, które ukończyły regaty),

- bez stosowania przelicznika – ORION był 50.
- należy w tym miejscu dodać, że na mecie byliśmy przed jachtami Rumia i Wejherowo i przed żaglowcem Alexander von Humbold.

Za linią mety wiatr osłabł do SE 2-3, co pozwoliło na spokojną turystyczną żeglugę do St. Petersburga wśród płycizn i wystających skał. Zapewne z tego powodu meta była zaplanowana na 1 dzień żeglugi do celu. Regaty w warunkach dnia poprzedniego na tym akwenie - wśród skałek - byłyby dość niebezpieczne. Płyniemy więc bez presji regatowej, spokojnie nawigując i obserwując przeszkody w atmosferze białej nocy. Jest teraz końcowa faza tego zjawiska na tej szerokości geograficznej w I dekadzie lipca. Gazety już się nie przeczyta jak kiedyś na Alandach ale nie obserwujemy wyraźnej ciemnej i rozgwieżdżonej nocy. Za to możemy oglądać z bliska dwa stare żaglowce, które przy słabym wietrze płyną dość wolno i mogliśmy je wyprzedzić stawiając pełne żagle na pełnym bejdewindzie.
I tak w doborowym towarzystwie do północy przebyliśmy tej doby 146 Mm.

10 lipca piątek.
Do końca białej nocy płyniemy z prędkością 5-6 W przy ciepłym wietrze SE3, gdy o nieco jaśniejszym poranku zobaczyliśmy duże statki handlowe na kotwicy. Oznacza to, że KRONSZTAD już niedaleko. Jest to budowla obronna przed Petersburgiem w dawnych czasach. Obecnie jest to na ukończeniu potężna budowa hydrotechniczna z zaporą chroniąca ST. Petersburg przed powodzią przy silnym zachodnim wietrze.
Od tego momentu prosto jak po sznurku między bojami wyznaczającymi szerokość farwateru
płyniemy do widocznego już portu.
O 1510 w główkach portu ST. Petersburg wita nas relikt niedawnej przeszłości – olbrzymi napis: LENINGRAD – rosyjskimi literami. W chwilę potem również wita nas motorówka by doprowadzić ORIONA na miejsce na NEWIE przy nabrzeżu przygotowanym z pływających pontonów wśród braci żeglarskiej z naszej grupy.
Wieczorem poznajemy naszego opiekuna – oficera łącznikowego - a przed północą zaliczamy pierwszy spacer po rozświetlonym uroczyście mieście. Robi ono wrażenie dużej morskiej metropolii, która szczególnie lubi gościć żaglowce i jachty. Po obu stronach rzeki Newy widać przede wszystkim duże i małe maszty przystrojone galą flagową.
Czuje się tu wszędzie nastrój święta żeglarstwa.
Tej doby przepłynęliśmy 73 Mm. Zasnęliśmy gdy była już sobota.

11 lipca sobota.- do 13 lipca poniedziałek.

Od soboty do poniedziałku włącznie stoimy w porcie. Organizatorzy postarali się wypełnić czas tak szczelnie, że darmowe bilety na komunikację miejską nie do końca mogły być wykorzystane. Swobodne wypady na miasto odbywały się tylko w tzw. międzyczasie.
Postój na NEWIE niedaleko NEWSKIEGO PROSPEKTU dawał co prawda możliwość oglądania na co dzień -z pokładu jachtu – 4 pozłacanych kopuł cerkwi widocznych dookoła ale inne ciekawe obiekty wielkiego miasta należało odwiedzić.
Tymczasem postój przy pontonach pływających był wygodny a prąd i woda bez ograniczeń. Pontony były tak ustawione, że wartki prąd rzeki nie był odczuwalny a woda czysta mimo setek jachtów. Przenośne toalety i prysznice były zmontowane na nabrzeżu w odległości 200 m. Dotarcie do nich wymagało przedarcia się przez tłum ciekawskich, szeroką jezdnię i plac z estradą. Goście, którzy chcieli oglądać jachty mogli to robić z nabrzeża. Dostępu do jachtów skutecznie broniły warty dyżurujące całą dobę.
Pierwszego dnia p/południem załogi uczestniczyły w integracyjnych zawodach sportowych. M.in. były to regaty, strzelanie z łuku i inne gry w prestiżowym punkcie miasta na tle Pałacu i ERMITAŻU. Później wracając spacerem przez plac przed Pałacem Zimowym i dalej na NEWSKIM PROSPEKCIE zwiedziliśmy cerkiew Isakijewskij Sobór.
Wieczorem kapitan uczestniczył w przyjęciu dla skiperów a załoga migrowała między jachtami ze śpiewem i piwem do jedni późnej nocy a inni do rana.

W niedzielę od rana przygotowania do przemarszu i prezentacji załóg ulicą wzdłuż NEWY. Liczba kibiców wzdłuż rzeki jakby mniejsza, natomiast liczba milicji w mundurach i przebranych za strażników miejskich i starodawnych żołnierzy z muszkietami jakby większa. Gruchnęła wiadomość, że żeglarzy odwiedzi Putin i przemówi – wszystko na to wskazywało. Tym czasem załogi w prawie godzinnym przemarszu wzdłuż Newy zaprezentowały się -podobnie jak w Gdyni- wspaniale. Jedne z krzykiem i hałasem na wesoło i w przebraniach (diabłów, Neptunów, Prozerpin itd.) inne w tradycyjnych strojach , bardziej poważnie, patrz na zdjęcia załogi ORIONA. Na końcu w reprezentacyjnym miejscu miasta pomiędzy potężnymi wieżami z pochodniami na szczycie oraz na tle Pałacu Zimowego - załogi zatrzymały się w ustalonych miejscach. Na potężnej scenie ukazał się Putin z żoną oraz organizatorzy TSR 2009. Były prezydent przywitał żeglarzy i otrzymał brawa. Następnie odczytano wyniki i zaprezentowano załogi jachtów zwycięskich w różnych kategoriach. Cieszyło nas bardzo ,że wiele nagród zdobyły polskie jachty, które były tu licznie reprezentowane i polską banderę widać było dookoła.
Wieczorem na kawałku plaży przy jednej z odnóg Newy odbył się piknik dla załóg. Były tradycyjne kiełbaski z grila, sałatki i piwo. Co pewien czas odbywał się jakiś pokaz. Wszystko odbywało się na plaży na tle starych murów broniących dostępu do Pałacu Zimowego po drugiej stronie rzeki Newy. Po powrocie na jachty piknik trwał już na pokładach najczęściej do rana.
W poniedziałek załoga Oriona podzieliła się na dwie grupy: Zbyszek i Radek udali się na
odprawę kapitanów by zapoznać się z planem parady żaglowców.
Pozostali, Staszek, Paweł, Szymon i Asia wodolotem udali się do PETERHOFU- letniej rezydencji cara. Rysiek przeglądał jacht.
Wyprawa do krainy fontann i wodotrysków, strumieni, parków i budowli uprzyjemniających życie cara była bardzo interesująca. Lepiej to można zobaczyć na załączonych zdjęciach lub na filmie na który zapraszam w klubie.
Wieczorem były przygotowania do wypłynięcia a na koniec dnia imponujący pokaz ogni.

14 lipca wtorek.

Od rana przygotowania do wyjścia na paradę żaglowców i dalej w drogę powrotną. O 1545 włączamy silnik i ruszamy na start do parady, żaglowcom pomagają holowniki. Parada może odbywać się tylko na farwaterze między bojami w kierunku na Kronsztadt. Jest paradą prawie tylko dla samej siebie bo z każdą minutą oddalamy się od portu i ogląda nas kilkaset osób – głównie fotoreporterów- zgromadzonych na kilku wodolotach.
Uczestnicy z marszu wchodzą do szyku i o 1920 mijamy twierdzę Kronsztadt i koniec parady. Wyraźnie brakowało tej części przygotowawczej –jak w Gdyni- gdy dwie godziny wcześniej można było oglądać po kilka razy te same żagle zanim wystartowały.
Od Kronsztadu rozpoczął się rejs turystyczny. Pierwszym portem miały być HELSINKI.
Na początek SW2-3, stan morza 2 i tak do północy, piękna żegluga baksztagiem, odpoczynek.
Tego dnia przepłynęliśmy 37 Mm przez 8 godzin.

15 lipca środa.

Cały dzień żeglugi przy zmiennych wiatrach bez przygód. Czas płynie na wachtach. Jedynie o 2200 pojawiła się mgła, która gęstniała coraz bardziej. Przed północą widoczność zerowa , płyniemy na GPS i trąbimy w róg mgłowy na pobliskie statki, które słyszymy tylko dzięki ich silnikom.
2400 przepłynęliśmy 110 Mm.

16 lipca czwartek.

Cała „psia wachta” upłynęła mi we mgle i szukaniu ewentualnych przeszkód ,których na mapie było wiele a w rzeczywistości choć „oko wykol” nic nie widać a tu trzeba trafić precyzyjnie na farwater.
O 0400 wachtę przejął Radek i dalej w niekończącej się mgle kontynuował żeglugę na podstawie pozycji z GPS. I udało się – mgła przeszła dopiero o 0600 na podejściu do wyspy Susisari. Wyspa ta jest bastionem broniącym wejścia do Helsinek przed obcymi najeźdźcami. W chwili obecnej jest zabytkiem klasy światowej i wielkim muzeum obronności zachowanym w warunkach naturalnych. Warto zwiedzić co i my uczyniliśmy.
Oprócz tego jest znakomitą przystanią z restauracją i przybytkiem. Do centrum Helsinek promem tylko 15 min i w południe już tam byliśmy. Helsinki są miastem czystym i schludnym natomiast nie wyobrażam sobie postoju przy nabrzeżu na jachcie bez solidnego zaplecza socjalnego i nie polecam. Wyspa jest wygodniejsza. Po powrocie z miasta naprawiamy grota, robimy spacer po wyspie muzeum i o 2000 wyruszamy do Tallina.
Do 2400 już w dobrych warunkach nawigacyjnych przechodzimy farwater, zaczynamy powoli myśleć o terminie powrotu bo Szymon ma popłynąć w następny rejs na pływy a Radek ma zdążyć na ślub kolegi jako świadek - czas zaczyna nas gonić. Tej doby dokonaliśmy przelotu w ilości 48 Mm.

17 lipca piątek-19 lipca niedziela.

Dwie pełne wachty nocne zajęła nam żegluga do Tallina i o 0820 zacumowaliśmy w znanym nam z innych rejsów porcie. W trakcie zwiedzania skupiliśmy się przede wszystkim na części historyczno-zabytkowej. Starówka – do tej pory nie odwiedzana- okazała się być tego warta. Widać tu starania o zabytki o ich konserwację i zachowanie stylu. Zapewne najlepiej odzwierciedlają to zdjęcia. Równie dobre wrażenie załoga odniosła w trakcie spaceru lasem do ogrodu botanicznego.
Na sobotę wieczorem otrzymaliśmy zaproszenie z żaglowca LORD NELSON cumującego w porcie i uczestnika TSR2009 na żeglarski bankiet. Uczestniczyliśmy wraz z przedstawicielami innych jachtów TSR2009, które zawinęły w tym czasie do Tallina. Celem przyjęcia było zapoznanie żeglarzy regat z żaglowcem przystosowanym do pływania z niepełnosprawnymi żeglarzami. Wśród załogi zawodowej był młody oficer z Gdyni, który oprowadzał nas po statku.
W niedzielę wieczorem nad Tallinem przeszła solidna burza z frontem atmosferycznym co wróżyło generalnie zmianę pogody. Rano mamy startować do Gdyni a tylko korzystne warunki pozwolą nam dotrzymać terminu powrotu. Zasypiamy i jesteśmy dobrej myśli.

20 lipca poniedziałek.
Wychodzimy o 0800 , śniadanie już na wodzie. Zaraz za główkami wiatr z SW 4 i rośnie. W południe już równe 6-7 z SW. Do wieczora na przemian raz fok sztormowy a raz kliwer i zrefowany grot. Fala jeszcze nie wysoka ale stroma , jeszcze osłania nas ląd i wysunięta wyspa Hiiumaa. Zaczyna się uporczywa halsówka, aby tylko nie dryfowało nas na NW. ORION ciężko pracuje pod wiatr i pod falę na każdym halsie.
Tej doby uszliśmy tylko 54 Mm.

21 lipca wtorek.
Cały dzień dmucha „piątka” z SW czyli prosto z Polski. Dopiero nad ranem po kilku uciążliwych halsach w pobliżu wysp Hiiumaa i Saaremaa udało się od nich oderwać i schodzić na południe przy wysokiej fali i prądzie, które za wszelką cenę chciały cofnąć jacht na powrót do Zat. Fińskiej. Przy tym kierunku wiatru masy wody docierają aż do Kronsztadu gdzie już niedługo uruchomiona będzie zapora chroniąca Petersburg przed zalaniem przy dłuższym południowo-zachodnim sztormie.
Do północy dorobiliśmy się 105 Mm i to jest mało by zdążyć na czas do Gdyni.

22 lipca środa.
Po północy wiatr wzmaga się na SW 6-7. Nad głowami co chwilę przechodzą groźne „kowadła”- a z nimi silne szkwały i ulewny deszcz. Mozolnie schodzimy na południe.
Ok. 0800 wraz z ostatnim szkwałem wiatr zaczął słabnąć i odkręcać na W.

Już o 1100 idziemy na pełnych żaglach, półwiatrem prosto na Gdynię. Oby tak dalej to zdążymy na czas. Do północy robimy jednak tylko 84 Mm , jest to efekt całonocnego dziobania w falę pod wiatr.

23 lipca czwartek.
Jak zwykle o północy nagła zmiana kierunku wiatru na SE 2-3 – marzenie to?, nie rzeczywistość. Stawiamy pełne żagle i przy płaskiej wodze i niewielkim przechyle idziemy do celu. Przed południem mijamy niewidoczny Gotland. W ciepłym, słonecznym dniu odpoczywamy co oznacza: suszenie ubrań, filmowanie i zdjęcia, prysznic pod masztem oraz przygody kulinarne. Dobra prędkość 6 węzłów pod wiatr – to duża nadzieja na powrót w piątek po południu.
Właśnie wchodzimy w strefę dużego ruchu statków handlowych poruszających się pod Gotlandem z zachodu na wschód i odwrotnie.
Jednocześnie na horyzoncie przed dziobem obserwujemy dużą białą chmurę. Niedługo potem ogarnia nas gęsta mgła, tak gęsta, że ledwo widać dziób jachtu. Nadajemy sygnały i nasłuchujemy dudnienia silników statków. Mamy nadzieję, że nasz ekran radarowy pokazuje naszą pozycję. Z radia płynie komunikat, że pod Gotlandem w gęstej mgle zderzyły się dwa promy a liczba ofiar jest nie znana.
Jeśli dwa promy nafaszerowane nowoczesnymi radarami się nie zobaczyły to jak ORION
może być widoczny???
Na szczęście po 3 godzinach niepewności mgła zaczęła się rozpływać i ukazało się siniejące od południa niebo. Barometr poleciał w dół i jeszcze przed północą nadciągnęła raptowna burza z wyładowaniami i nagłymi zmianami wiatru. Radek z Asią i z pomocą Zbyszka przetrwali wachtę na zrefowanych żaglach.
Przebieg dobowy to 123 Mm.

24 lipca piątek
Nocna żegluga odbywała się przy słabnącym z SW wietrze i błyskach oddalającej się burzy. O 0800 wiatr ustał zupełnie i jacht bezradnie zaczął kołysać się na martwej fali. Na szczęście mordęga trwała do pół godziny. Wiatr nadszedł z zachodu i wzmagał się z minuty na minutę. Przy wietrze z W 5-6 - fala szybko ukształtowała się w regularne „górki”, które nie były dla nas przeszkodą a wprost przeciwnie, zaczęliśmy je „ujeżdżać na grzbietach”. O 1600 minęliśmy Hel z prędkością 7-8 W , a o1800 na nabrzeżu w Gdyni powitała nas rodzina i przyjaciele.
Ostatnie 91 Mm Neptun podarował nam w prawdziwie żeglarskim stylu za co jak i za cały rejs serdecznie Mu dziękujemy. A zatem do następnego sezonu.

 

Wspomnienia z TSR 2009 na s/y ORION w imieniu załogi

opracował Staszek Konieczny.

Grudzień 2009.

Zobacz zdjęcia z rejsu w galerii.